© 2013 wedkarz Wbrew pozorom ryba nie zawsze jest rybą

Ryby i szydełko ? zaskakujące ale skuteczne

Zakupiłem ostatnio kalendarz brań, który nierozważnie zostawiłem (prawie) na wierzchu i dostał się w ręce niepowołane; ręce mojej połowicy. Zdarzenie tyle niespodziewane, co szokujące. Powód całkiem banalny: do tej pory nie przyznałem się do mojej wędkarskiej fascynacji. O dziwo reakcja, z jaką się ten fakt spotkał była, co najmniej umiarkowanie pozytywna, innymi słowy: obojętna. Nie ukrywam: odetchnąłem z ulgą.

Wbrew pozorom ryba nie zawsze jest rybąW czwartkowy wieczór podczas seansu jednego z ?naszych? seriali padła (z jej strony) propozycja (bynajmniej nie natury łóżkowej). Spytała czy może jechać ze mną na ryby. Szok! Wykręcać już nie miałem się jak, sprzęt wędkarski zwarty i gotowy w przedpokoju stał od kilku godzin ? chcąc nie chcąc, nie domówiłem. Nie muszę chyba wchodzić w szczegóły i tłumaczyć jak bardzo było mi to nie na rękę, jak bardzo spodziewałem się nadejścia nieuchronnej katastrofy i rychłego rozpadu (było nie było) udanego związku, jak bardzo nie chciałem jej ze sobą zabrać, ale? się zgodziłem. W sobotę z samego (bardzo wczesnego) rana wyruszyliśmy; naszym celem było łowisko w Kostkowicach (gdzie znajdują się wyjątkowej urody dwa małe jeziorka). Kobieta była zachwycona okolicznościami przyrody i bez zbędnego gadania i nawet przygotowania, zniknęła w wodzie wprowadzając mały popłoch wśród braci wędkarskiej. Obyło się jednak bez większych ekscesów, bo z racji na fakt, że gust do kobiet mam całkiem dobry, moja połowica grzechu wartą urodą dysponuje, więc wspomniana brać okoliczności zaistniałe po prostu w milczeniu i skupieniu kontemplowała.

A tak w ogóle to ryby brały! Kilka około 30cm linów, parę okazałych amurów, a i nawet sandacz (przyznaję, niezbyt imponujący). Może kręcicie głowami, że to nic takiego, że z czego tu tak się cieszyć, ale ja akurat powodów do radości mam co najmniej kilka. Po pierwsze śliczne rybki, sprzęt pierwsza klasa, fantastyczna pogoda, podbudowane ego (wspaniała, niemarudząca kobieta u boku) i niezobowiązujący, ale jakże sympatyczny kurs szydełkowania. Tak moi drodzy: kurs szydełkowania. Nie pytajcie jak i dlaczego. Zaistniały pewne okoliczności w wyniku, których doszło do wymiany informacji ? ot tak po prostu. Zatem ja dowiedziałem się o przewadze słupków podwójnie nawijanych nad słupkami pojedynczymi, a i również wprowadzony zostałem w tajniki graficznych oznakowań szydełkowania właśnie, ale równocześnie sam miałem okazję wypowiedzieć się (i zostać wysłuchanym) z zakresu przewagi plecionki Fireline Exceed Crystal nad Whiplash Blaze (więcej w temacie pod linkiem: http://www.wedkarski.com/3-plecionki).

To było zdecydowanie jedno z ciekawszych i bardziej intensywnych przeżyć, jakie było mi dane zaliczyć w moim dotychczasowym (całkiem udanym) życiu. Pozdrawiam!